czwartek, 5 lutego 2015

100 dni do matury!

Hejka kochani!
Co się ostatnio u mnie działo? Dlaczego mnie znowu tyle czasu nie było?
Co tu dużo mówić... odpowiedzią jest jedno słowo - MATURA.
Tak ten egzamin zbliża się wielkimi krokami i każdą wolną chwilę poświęcam na naukę.

Ale maturę zawsze wyprzedza wszystkim dobrze znana studniówka.
Powiem wam szczerze, że początkowo nawet nie chciałam iść, uważałam, że jest to impreza jak każda inna i nie ma w niej nic nadzwyczajnego, że jest to jedynie spory wydatek, dodatkowo nie miałam z kim iść. Jednak koleżanki przekonały mnie i poszłam.
Oczywiście nie żałuję tego, ale podtrzymuję, że gdybym nie poszła to też bym nie żałowała.

Jak wyglądała moja studniówka + rady z doświadczenia!
1) Nie ma sensu wydawać fortuny na sukienkę i buty, lepiej kupić coś co będziemy mogli później wykorzystać.
 Kupiłam klasyczną czarną sukienkę do połowy uda (Promod, 169zł), którą na pewno jeszcze wiele razy wykorzystam. Patrzyłam na dziewczyny, które miały, albo długie świecące suknie do ziemi, albo dziwne kolory kreacji, albo takie sukienki które kosztowały 700zł i zastanawiałam się jaki to ma sens - założę się, że więcej takiej sukienki nie założą
 2) Lepiej zrobić fryzurę i makijaż samemu. 
O ile znacie troszkę swoje włosy, wiecie jak ładnie wyglądają to warto zrobić fryzurę samemu.
Ja dwa tygodnie wcześniej przetestowałam fryzury, wybrałam jedną i byłam zdecydowana, że robię ją sama. Nikt nie zna naszych włosów lepiej niż my same. Miałam wiele koleżanek, które wydały fortunę na fryzjera przed studniówką, a wróciły do domu i musiały umyć włosy i uczesać je po swojemu. Dlaczego? Bo fryzjer nawet jeśli umie zrobić cudowną fryzurę to ona nie zawsze wygląda ładnie do naszej twarzy, stroju, charakteru itp.
Podobnie jest z makijażem, o ile potrafimy ładnie podkreślić oko i zamaskować to czego nie chcemy w taki ważny dzień pokazywać to zróbmy taki makijaż same.
Koleżanki które były u makijażystki stwierdziły, że makijaż jest dla nich albo za ciężki, albo nie naturalny i po prostu do nich nie pasuje.
3) Bierzcie buty na przebranie!
Co prawda szpilki wydłużają nogi, wyszczuplają, wyglądają cudownie i dodają seksapilu.
Ale żadna z tych cech nie wynagrodzi nam bólu nóg i nie zastąpi nam dobrej zabawy.
Gdy po polonezie zabawa zaczyna się naprawdę, nikt już nie zwraca uwagi na to kto co ma na nogach. A najwygodniej, najładniej i najlepiej tańczy się po prostu w balerinkach.
4) Nie szukajcie partnera na siłę.
Jeżeli nie macie z kim iść to idźcie sami. Ja byłam sama, zresztą jak bardzo dużo osób w mojej szkole i bawiłam się super. A znam osoby które poszły z kimś na siłę (kolega, kuzyn itp.) i bawiły się nie najlepiej, bo taka osoba nikogo nie znała, albo nie chciała tańczyć, albo marudziła, a oni musieli to znosić bo przecież ich zaprosili. Bez sensu!
5) Nie przejmujcie się jeżeli coś pójdzie nie tak jak miało!
Potknęłyście się tańcząc poloneza? Poszło wam oczko w rajstopach? Opadły loki?
Nie ważne! Dlaczego takie błahostki mają wam popsuć imprezę. Przyjmijcie to z uśmiechem na twarzy. Jeżeli inni zauważą waszą pozytywną postawę to nie zwrócą uwagi na coś co poszło nie tak.

Piszcie jak wyglądały wasze studniówki.
Czy zgadzacie się ze mną? A może macie jakieś pytania?
Czekam na komentarze!

Buziaczki ;**